Przykro, bardzo przykro, żal.
Obserwatorzy
2019-04-30
blox nie istnieje !!!
Choć miałem krztę nadziei, że tak się nie stanie, to jednak blox zakończył swój żywot. Wygląda to tak:
2019-04-29
Smok Wawelski
Smok Wawelski żre wałówkę - Ala jedzie na majówkę!
Smok Wawelski pełen strachu - Alek weekend ma na dachu!
Smok Wawelski pije wrzątek - Ania zaiwania w piątek!
Smok Wawelski wierzy w cuda - Arek wie, że będzie nuda!
Xylonyt kwiecień 2014
Smok Wawelski pełen strachu - Alek weekend ma na dachu!
Smok Wawelski pije wrzątek - Ania zaiwania w piątek!
Smok Wawelski wierzy w cuda - Arek wie, że będzie nuda!
Xylonyt kwiecień 2014
2019-04-27
13 lat Xylonytu
Wczoraj, 26 kwietnia 2019 Xylonyt skończył 13 lat. Pierwsze małe kroki były na blox'ie, który za kilkadziesiąt godzin stanie się nicością. Tu na blogspota przeszedłem w marcu br. po powzięciu informacji o agonii portalu blogowego Gazety Wyborczej. Przez 13 lat powstało wiele wpisów z codziennych zdarzeń A-Teamu. W zasadzie nie zajmowałem się nigdy polityką i sprawami gospodarki kraju. Czasem coś tam napisałem o budowie A1 - była nam potrzebna w związku z przeprowadzaną rokrocznie Operacją Bałtyk. Cały blog mam skopiowany. Będą tu wstawki repliki - obiecuję.
2019-04-24
2019-04-23
2019-04-22
Wspomnienie Nutki
Dziś wspomnienie o Nutce:


Od 23 kwietnia 2018 miseczka Nutki jest pusta. W tym dniu Nutka odeszła za tęczowy most. W październiku 2018 miałaby 15 lat. Pochowana została w lesie na poligonie doświadczalnym p3M. Żegnaj Nutusku. Pamiętamy o Tobie w Aligatorni.
2019-04-20
2019-04-17
Żur, kiełbasa, jajec górka - idą święta, kurka rurka
Żur, kiełbasa, jajec górka - idą święta, kurka rurka.
Kurczak, bazia, skok zająca - idą święta, siła tnąca.
Baltek, Boossik, ogon Nutki - idą święta, czas milutki.
Szczypior, trawa, indor w pędzie - idą święta, dyngus będzie.
Grzybki, śledzie, śmiech kaczora - idą święta, szczęścia pora.
Szynka, Alfred (psi pazurek) - idą święta, jest mazurek.
Tort, borówki, trunki mocne - idą święta Wielkanocne.
/Xylonyt 17-04-2014/
Troszkę się zmieniło od zapisów tego pierwotnego tekstu. Baltuś, Boossik, Nutka i Alfred odeszli za tęczowy most, ale życie trwa dalej. Teraz w Xylonytowie dowodzi Lord - Jego trzeba więc wpleść w rymowankę Wielkanocną. To tyle w temacie futrzaków. Są przecież ważniejsze osoby - Hanna manna i Antoni świat dogoni. O nich tu będzie głośno teraz:
Żur, kiełbasa, jajec górka - idą święta, kurka rurka.
Kurczak, bazia, skok zająca - idą święta, woda wrząca.
Antoś, Hania, Lordek wszędzie - idą święta, więc gęś będzie.
Grzybki, śledzie, śmiech kaczora - idą święta, szczęścia pora.
Szczypior, trawa, indor w pędzie - idą święta, dyngus będzie.
Szynka, babka, świetny żurek - idą święta, jest mazurek.
Dieta wszystkich, odchudzanie - idą święta, jest śniadanie.
Jest też Beny, Ewelina - idą święta, cieknie ślina.
Wiosna wszędzie, kwitną kwiatki - idą święta, są wydatki.
Tort, borówki, trunki mocne - idą święta Wielkanocne.
Także na ten czas jest to najbardziej aktualna wersja żuru, kiełbasy i jajec górki.
Xylonyt w Wielkanoc 2019
Kurczak, bazia, skok zająca - idą święta, siła tnąca.
Baltek, Boossik, ogon Nutki - idą święta, czas milutki.
Szczypior, trawa, indor w pędzie - idą święta, dyngus będzie.
Grzybki, śledzie, śmiech kaczora - idą święta, szczęścia pora.
Szynka, Alfred (psi pazurek) - idą święta, jest mazurek.
Tort, borówki, trunki mocne - idą święta Wielkanocne.
/Xylonyt 17-04-2014/
Troszkę się zmieniło od zapisów tego pierwotnego tekstu. Baltuś, Boossik, Nutka i Alfred odeszli za tęczowy most, ale życie trwa dalej. Teraz w Xylonytowie dowodzi Lord - Jego trzeba więc wpleść w rymowankę Wielkanocną. To tyle w temacie futrzaków. Są przecież ważniejsze osoby - Hanna manna i Antoni świat dogoni. O nich tu będzie głośno teraz:
Żur, kiełbasa, jajec górka - idą święta, kurka rurka.
Kurczak, bazia, skok zająca - idą święta, woda wrząca.
Antoś, Hania, Lordek wszędzie - idą święta, więc gęś będzie.
Grzybki, śledzie, śmiech kaczora - idą święta, szczęścia pora.
Szczypior, trawa, indor w pędzie - idą święta, dyngus będzie.
Szynka, babka, świetny żurek - idą święta, jest mazurek.
Dieta wszystkich, odchudzanie - idą święta, jest śniadanie.
Jest też Beny, Ewelina - idą święta, cieknie ślina.
Wiosna wszędzie, kwitną kwiatki - idą święta, są wydatki.
Tort, borówki, trunki mocne - idą święta Wielkanocne.
Także na ten czas jest to najbardziej aktualna wersja żuru, kiełbasy i jajec górki.
Xylonyt w Wielkanoc 2019
2019-04-13
Odszczurzanie Fasoli
Umawiać się teraz na serwis trzeba, bo warsztaty nieco oblężone letnimi oponiarzami. Ja też mam taką potrzebę, a dokładnie Fasola musi mieć letnie koła. Umówiony na ósmą podjeżdżam jako pierwszy już o 7:40 i wyładowuję z przyczepy letniaki.
Auto ustawiam we wskazanym miejscu - będzie serwis klimatyzacji. Cała operacja trwa ponad godzinę; wyciągnięcie starego gazu, nabicie nowego, ozonowanie.
Równolegle wyważają koła, a jedno jest skrzywione, tzn. ma skrzywioną felgę. Dzielny Pan Szef daje jednak radę - nie dla niego takie problemy. Miałem założyć dzisiaj koła Fasoli - rezygnuję jednak z tego zadania, bo pada śnieg, a temperatura +2°C nie zachęca do niczego na zewnętrzu. Sam zresztą bardzo marznę w warsztacie i przed nim. Zapłacone i spokój. Koła przełożę w tygodniu - ma się ocieplić.
2019-04-12
koza jak bumerang
Bumerangiem powróciła do mnie koza. Żeliwna, zakupiona prawie 20 lat temu została uznana za wyeksploatowaną jakieś pół roku temu. Wtedy to - wspólnie z Myszką - rozpoczęliśmy poszukiwania nowej. W internecie przejrzeliśmy kilkaset ofert i w końcu zdecydowaliśmy nabyć nową kozę w firmie Żar (gdzieś w Kielecczyźnie).
Gabaryty podobne, więc nie trzeba będzie żadnych zmian w podłączeniu. Kurier dostarcza piec, a ja zaraz potem zaglądam do środka i wielkie moje zdziwienie: Jak można coś takiego wyprodukować? Ścianki cienkie, brak szybru, nie ma fajerek- jest jeden wielki fajer, popielnik z cienkiej blaszki. W warsztacie dorabiam wewnętrzną przegrodę, żeby nie wysyłać ciepła w kosmos
Piec jeździ tam i z powrotem. Nic dziwnego - jest gówniany. Pali się w nim źle. Słabo się dokłada drewna, bo nie ma fajerek tylko jeden wielki ciężki dekiel. Stara koza ma jechać na złom. Nie! Przywożę ją do warsztatu w Łodzi, gdzie przechodzi remont i rewitalizację.
Kupuję nowy ruszt, montuję nową przegrodę, skręcam i składam elementy, Kupioną w Castoramie farbą maluję piec. Ma ponoć wytrzymać 600°
Rzec by można: stare, ale jare. Tak! To prawda! Teraz już się nie robi rzeczy na lata. Teraz wszystko jest jednorazowe.
2019-04-10
porażka w Ledi.pl Koszalin
- Jak mówię, że piję - to piję!
- Jak mówię, że płacę - to mówię!
- Jak mówię, że płacę - to mówię!
Taka anegdotka mi się przypomniała po ostatnio poniesionej porażce w sklepie internetowym Lejdi.pl w Koszalinie. Kupiłem Myszce sukienkę, prezentowaną na stronie www sklepu w ofercie sukienek na ślub i wesele. Miała być na wesele z długim rękawem - złota, wieczorowa o nazwie Luna. Czyżby w Koszalinie były kłopoty z rozpoznawaniem barw i kolorów? Chyba tak, bo nadesłana kreacja była różowa - do złotego jeszcze jej bardzo daleko. Nie spodobała się Myszce ta "szmatka", więc ją odesłaliśmy informując Sz.P. o odstąpieniu od umowy kupna.
Trzy dni później zwrócony towar dotarł do siedziby Lejdi.pl w Koszalinie na ulicę Brytyjską. Potem spokojnie minęło sobie 14 dni, a pieniędzy ani widu ani słychu. No to napisałem maila, czy uda się dotrzymać terminu zwrotu kasy zgodnie z przepisami? Odpowiedź: przelewy zwrotne robią raz w tygodniu i trzeba czekać. Minęły kolejne dni, a z nimi weekend i nadal nic. Dzwonić można tylko od 11stej do 15stej, ale i tak nie ma to sensu, bo nikt nie odbiera telefonu.
Kolejny mail ode mnie z prośbą o poważne potraktowanie sprawy i natychmiastowe zwrócenie pieniędzy również trafił w nicość, by w końcu popołudniu napisać, że pieniądze zostały przekazane. Taki żarcik na wieczór - dodatkowo Zespół Lejdi.pl zrobił ze mnie kobietę, zwracając się do mnie w mailu per Pani. O czym to może świadczyć? O ignorancji i lekceważeniu klienta. Nawet nie chciało się przeczytać ze zrozumieniem dostarczonej wiadomości. Przykre! W końcu dzisiaj pieniądze doszły - po prawie 3 tygodniach od zwrotu towaru. Sklep niepoważny, odradzam wszystkim!
2019-04-04
Szczyt niepunktualności
Szczyt niepunktualności w Polsce - spóźnić się na pociąg.
Dzisiaj (niestety) minister infrastruktury ostał się na stołku - całkowity brak honoru!!! W prawowitej Polsce przedwojennej w takiej sytuacji każdy po prostu strzeliłby sobie w łeb! I tyle!
Okienko kasowe PKP w Szczebrzeszynie: - proszę Pani, o której odjeżdża dziś ten 12:15 do Krakowa?
Dojeżdżam do pracy pociągiem. Kończę pracę o 17:00 i w zasadzie codziennie udaje mi się zdążyć na ten o 16.47!
Dzisiaj (niestety) minister infrastruktury ostał się na stołku - całkowity brak honoru!!! W prawowitej Polsce przedwojennej w takiej sytuacji każdy po prostu strzeliłby sobie w łeb! I tyle!
Okienko kasowe PKP w Szczebrzeszynie: - proszę Pani, o której odjeżdża dziś ten 12:15 do Krakowa?
Dojeżdżam do pracy pociągiem. Kończę pracę o 17:00 i w zasadzie codziennie udaje mi się zdążyć na ten o 16.47!
środa, 05 stycznia 2011, xylonyt
Germania 2011
- Przede wszystkim przykra prawda: jako kraj i państwo jesteśmy w tyle za naszymi zachodnimi sąsiadami jakieś 30 - 50 lat. Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie możliwe wyrównanie do ich standardu życia i poziomu gospodarczego.
- Trasę 1060 kilometrów (wg GPS 1038) pokonaliśmy w 15 godzin. Do godziny 2:00 dojechałem do BAB 10 czyli tzw. Berliner Ring i tam też zapadliśmy w głęboki sen. Zamuleni spaliśmy do 5:50 i dalej w drogę, by na wysokości Magdeburga znowu zlec w drzemkę dwugodzinną.
- Rhein czyli Ren wylał nieznacznie - co mieliśmy okazję oglądać własnymi oczami w poprzednią niedzielę 23 stycznia 2011 roku w miejscowości Orsoy koło Rheinbergu.
- Niezliczona ilość olbrzymich wiatraków - elektrowni wiatrowych - według niektórych jest niezbędną koniecznością egzystencji, a według innych szpeci krajobraz i jest przyczyną tragicznych śmierci wielu ptaków. Szczypior naliczył w rejonie naszego pobytu 30 sztuk wiatraków.
- Wszystko i wszędzie jest verboten, a co nie jest verboten może być nicht gestatet. W ostateczności die Eltern haften für ihre Kindern. Ledwo to ze Szczypiorem przeżyliśmy, a we czwartek ulało się całkowicie.
- Kolejny raz potwierdziła się moja krótkotrwała gotowość do przebywania w tym policyjnym państwie (jakim są i były Niemcy), gdzie każdy wzorowy obywatel donosi kompetentnym, właściwym władzom o poczynaniach swych bliskich, sąsiadów i innych współobywateli. Po 5 dniach miałem dość Niemców, niemieckiego i całego tego Ordnungu.
- W piątek zupa się wylała - okazało się, że nie można robić zdjęć, bo społeczeństwo czuje się zagrożone. Osobiście pofatygowało się do nas z tą informacją dwóch policjantów. Przy okazji sprawdzili, czy aby przypadkiem nie jesteśmy na liście poszukiwanych.
- W narodzie niemieckim nadal drzemią niespełnione marzenia nazistowskie. W kilku miejscach widzieliśmy ze Szczypiorkiem namalowane swastyki - symbole niezrealizowanych planów ich wielkiego wodza.
- Diesel tankowaliśmy w cenie 1,339 Euro (5,25zł). Butelka DAB 0,5l kosztowała w Real Trinkgarten 0,65 Euro czyli 2,55zł. Wszystko extra, ale pensje mają dwu-, trzykrotnie większe.
- Odwiedziliśmy Dinslaken. Przykre rozczarowanie. Okazało się, że nieopłacony grób Babci przestał istnieć. Smutne to, ale prawdziwe. Kupiony w automacie znicz wyrzuciliśmy do śmieci.
- Pojechaliśmy do Wesel, miasta wielu Esel. Kilka udało nam się spotkać i sfotografować.
- Łączna ilość zdjęć w czasie misji 1160 sztuk oraz cztery krótkie filmiki zrobione dla utrwalenia dźwięków (nie da się zrobić zdjęcia bijących dzwonów).
- Odwiedziliśmy Xanten i kościół Św. Wiktora. Bardzo ładny gotyk. Zapaliłem świeczkę w intencji własnej i najbliższych.
- Droga powrotna: 16 godzin jazdy, trzy postoje, godzina stracona na kaszel Smoka. Temu ostatniemu kupiłem na Bliskiej Bio (po 4.25zł), ale niestety mu nie smakowało. Ujechał pare kilometrów i zdechł. Jakoś dopchaliśmy się skokowo do Orlenu koło Pniew. Tam dolałem mu Verwy do pełna. Ruszył jakby oszalały.
- Po przejechaniu Odry, gdzie kończy się autostrada ogarnęło mnie i Szczypiorka poczucie wstydu i przygnębienia. My tu żyjemy, więc wjechaliśmy nie mając wyboru, by mieszkać i żyć dalej. Co myślą jednak sobie ci, którzy jadą tu w odwiedziny lub turystycznie? To co okazuje się kilkaset metrów od mostu w Świecku to tragedia, paranoja i prawdziwa porażka. Jak można mieć taką wizytówkę? Prawdziwy wstyd!
Xylonyt, luty 2011
2019-04-02
mało czasu
"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." (Jackson Brown). Nadeszła wreszcie oczekiwana sobota. Z łóżka zrywam się bardzo wcześnie, choć Mysz twierdzi, że nie muszę, że mogę przecież jeszcze poleżeć. Szybka kawa i zwykłe czynności poranne nie zabrały mi dużo czasu. Wyprawiam Mysz do pracy i sam chwilę później wyruszam za nią do Castoramy. Mam długą listę zakupów (powstawała od ponad miesiąca). Wjeżdżam na parking marketu i od razu mam error - jakoś bardzo pusto, bo nie ma samochodów. Kurcze! Czy to już niedziela? I nie handlowa na dodatek? Nie no to nie może być prawda! To nie dzieje się w realu.... ale zaraz, chwileczkę: skoro właśnie Mysz pojechała do pracy to musi być sobota. Wysiadam z auta i patrzę na godziny :otwarcia sklepu: sobota od 8:00, a na zegarze pokładowym Fasoli 7:35. No to niezły gips! 25 minut snuję się wokół marketu i podziwiam płyty OSB, cegły, listwy, krawędziaki jakieś, bramy metalowe, płoty, tuje, żywotniki i przyczepy towarowe. Idę wzdłuż Jana Pawła, gdzie na sygnale mknie Policja drogowa - pewnie do jakiejś kraksy. Punkt ósma otwierają Castoramę - zebrało się całkiem sporo klientów. Kupuję: listwy przezroczyste podszafkowe, farbę ciemnobrązową do bramy, farbę brązową do drzwi zewnętrznych od klatki, 7 słupków drewnianych dł. 2 m, linkę zieloną 2x40m, farbę do żeliwa (ponoć wytrzyma 600°C), nasiona traw - 3 paczki, okno uchylne, piankę montażową, kotwy okienne i narożnik biały z tworzywa sztucznego. Paliki do przyczepy, reszta do samochodu i w drogę do domciu. Śniadanie, a zaraz potem demontuję listwy podszafkowe. Wymieniam przezroczyste osłonki, a przy tych pracach pomaga mi Lord. Początkowo koniecznie chce wejść pod szafki, ale nie jest to możliwe - urosło się bowiem kotkowi bardzo i gabarytowo już się nie zmieści.
No i jest południe, co oznajmiają kościelne dzwony. Szybciutko schodzę na podwórko i biorę się za maliny. Plan przewiduje, że dzisiaj je otoczę jakimś ogrodzeniem, żeby potem z owocami nie leciały na prawo i na lewo. Drewniane słupki maluję farbą olejną, żeby może nie zgniły w pierwszym sezonie.
Odpoczywam chwilę, bo przecież coś mi się też należy od życia. Nie tylko praca i praca.
Wiercę w każdym słupku 3 otwory Ø8, łomem robię otwór w ziemi, wkładam w niego słupek i wbijam młotem całe 70cm. Przez otwory przewlekam linki i mocno je naciągam. Maluję słupki zieloną farbą olejną.
Gdy jestem przy przedostatnim dzwonią dzwony kościelne, co oznacza godzinę 17:00 No to ładnie, tyle czasu zajęły mi maliny, a mam takie wielkie plany jeszcze do zrobienia: posiać trawę, ułożyć dwa krawężniki. Mam też zjeść obiad, wykąpać się i pojechać do Bajki. Dzieci w Zielonej Górze, a Bajeczka sama na włościach. Zagubiony w czasie przechodzę w tryb awaryjny i pędzę do kota.
Czy osiągnąłem dzisiaj swój cel? Zrobiłem wiele, nie rezygnując z niczego, a czas i tak minął. Nie jestem zdania, że to stwierdzenie cytowane na wstępie wpisu jest prawdziwe.
2019-04-01
01 kwietnia
Dziś rano lekki mróz i białe dachy. Prawdziwa przygoda przydarzyła się 6 lat temu:
Napadało bardzo dużo białego puchu, więc ulepiliśmy Wielkanocnego Zająca (były akurat Święta Wielkanocne).
Subskrybuj:
Posty (Atom)