Obserwatorzy

sobota, 13 czerwca 2020

pracowity urlop

Tegoroczny urlop będzie bardzo pracowity. Rusza bowiem modernizacja salonu. Panele sprzed 15 lat zastąpią ściany z płyt GK. Taki sam będzie sufit.

czwartek, 4 czerwca 2020

Magnum za Kandsa

Po przejechaniu Kandsem 1456 km (od 28-10-2019) zamieniłem wczoraj rowery. Obecnie jeżdżę Magnum, który właśnie zaliczył wymianę napędu (kaseta, korba i łańcuch) i pancerzy linek (250 zł). W serwisie rowerowym zostawiłem natomiast Kandsa - wymienią pedały i hamulce. Z winy epidemii koronawirusa dopiero co przejechałem przez tysięczny kilometr 2020 roku. Upływ roku prawie 43%, a wykonanie planu 4k tylko 25,6% (powinno być: 1704 km, a jest 1023 km).

wtorek, 2 czerwca 2020

Szelest 2020

Wiadomo od dawna, że "Najważniejsze zacząć! Jak się zacznie, to się i skończy!" Sam już nie wiem, czy to wymyśliłem ja, czy tylko powtarzam ciągle jakiś slogan? Nieważne! Operacja Szelest 2020 wystartowała w miniony weekend (30-05-2020). Na początku będzie brzydko, a nawet bardzo brzydko. Potem zacznie się wszystko układać i rumienić, aż w końcu zabłyśnie nowością i nowoczesnością. Oderwałem stare panele, wzmocniłem mocowanie płyt OSB do sufitu i wymyśliłem wzmocnienie nadproża kratownicami. Usunąłem z belek wszystkie kable, lampki, haczyki, a przewód do lampy sufitowej wpuszczony został w rynienkę. Po awarii ręki lewej, gdy wbił mi się gwóźdź roboty nie zostały przerwane aż do końca dnia. Kontynuacja prac wkrótce - jedziemy w trzech chłopa.

piątek, 29 maja 2020

kucharki


Gdzie kucharek 10 – na posiłki dają rtęć,
Gdzie kucharek 9 – głód swój poświęć,
Gdzie kucharek 8 – szykuj się na nosze,
Gdzie kucharek 7 – czy coś zjem? Nie wiem!
Gdzie kucharek 6 – tam nie ma co jeść!
Gdzie kucharek 5 – tam jest mnóstwo spięć,
Gdzie kucharki 4 – do jedzenia tylko sery,
Gdzie kucharki 3 – głód się piętrzy,
Gdzie kucharki 2 – tam się coś zje!
Gdzie kucharka 1 – tam kuchnia wybredna,
Gdzie kucharki brak – schudnie spaślak.

wtorek, 26 maja 2020

Philips EP2221/40 dysza nie spienia mleka

Od ponad dobrych dwóch tygodni radość z kawy ze spienionym mlekiem coraz mniejsza. Ekspres kupiony niedawno, bo w lutym 2020 na Allegro w sklepie Wintel_PL (nie polecam nikomu, bo pomoc po-sprzedażowa na poziomie tragedii), więc nie powinno być problemów w trzecim miesiącu użytkowania! No chyba, że już teraz taka kompletna tandeta jest ze wszystkim. Najpierw chciałem kupić nową dyszę, bo wyszedłem z założenia, że w tej starej coś się ułamało - odprysnęło (widać na zdjęciu). Jednak brak możliwości zaopatrzenia powoduje, że decyduję się na naprawę gwarancyjną. Wraz z papierami i ekspresem oczywiście jadę do serwisu. Wcześniej telefonuję, czy aby na pewno przyjmują Philipsa do naprawy? Miły Pan serwisant przy przyjęciu sprzętu sprowadza mnie na ziemię, bo rzekome uszkodzenie części plastikowej to zwykłe zastygnięte mleko. W mleku jest kazeina, a to jeden z najsilniejszych klei organicznych. Zastygnięte mleko zatkało przepływ pary i nie ma spieniania. Trzeba wszystko wydłubać i dokładnie umyć dyszę w ciepłej wodzie z płynem do naczyń. Wstyd mi bardzo i głupio jednocześnie. Wracam do domu, myję dyszę i dodatkowo szpilką przebijam zapchaną małą dziurkę w osłonie - ekspres działa wyśmienicie. Robię kawę w ramach testu - jest jak dawniej.

czwartek, 21 maja 2020

nic nie robimy


Przed wszystkimi inwestycjami skutecznie powstrzymała nas zaraza. Na koniec marca 2020, w obliczu wielkiej niewiadomej, co się wydarzy, powzięliśmy decyzję z Myszą, że nic nie robimy! Wszelkie prace budowlane, remontowe i renowacyjne miały pozostać nietknięte. Miały! Już jest inaczej – rozpoczynamy wkrótce modernizację salonu. Okna wymienione jeszcze w ubiegłym roku czekają na wykończenie. Lampy ledowe i kinkiety kupione już jakiś czas temu, przewód do wykonania instalacji elektrycznej, puszki i łączniki także. Pianki uszczelniające, wkręty i łączniki – wszystko to już gotowe do użycia. W najbliższą sobotę jadę do Castoramy po kartongipsy, łaty montażowe i wełnę mineralną. Pozostanie farba, kamień ozdobny i listwy.

sobota, 9 maja 2020

pizza bez pieczarek?

Wczoraj gościł u nas śmieszek Michaś,  a na weekend przyjechała Panna Manna. Dużo wcześniej zaordynowano pizzę na sobotni obiad.  Wszystkie produkty kupione w środę.  Dziś okazało się,  że nie ma pieczarek. Jak więc zrobić pizzę? Nie ma też świeżych drożdży. Zostałem zadysponowany do Ręczna. Samochodem to kilka chwil. Pieczarki nałożone do torebki - zrywki bezproblemowo w ilości 20 sztuk. Drożdży niestety brak na regale.  Są za to w kontenerku nowej dostawy. Poprosiłem Panią wykładającą nabiał na półkę, żeby wyjęła kartonik z drożdżami.  Zrobiła to z wielkim niezadowoleniem rzucając maślanką i serkami "Mój ulubiony" o podłogę. Trudno, pomyślałem sobie, dołożyłem szczypiorek i kabanoski, zapłaciłem i wio do chatki. Popołudniu będzie pizza.  😀😃😅

piątek, 8 maja 2020

powiesiłem rower


Wreszcie powiesiłem rower. Wieszak zakupiony ponad dwa lata temu leżał spokojnie w komórce i czekał na montaż.  Wielki dzień nadszedł wczoraj. Zakryłem deskami otwór po byłym oknie i czterema solidnymi calakami przybilem do ściany wieszak. Farbą olejną wymalowałem wnękę i gdy już wszystko było gotowe zawiesilem rower.  Wieszanie nie jest łatwe. Trzeba całkiem wysoko podnieść przednie koło w górę,  a za nim resztę roweru,  który nie jest lekki. Przednie koło zaczepiamy za hak i delikatnie puszczamy cały rower, by tylnym kołem dotknąć ścianę. Sposób fajny, ale dla krzepkich rowerzystów. Kobieta nie da rady! Będzie za ciężkie zadanie. 

środa, 6 maja 2020

Partyzant rowerowy

Wziąłem rower RZ na poligon p3M. W poniedziałek 04 maja 2020 zdecydowałem  się na eskapadę do Dina w Ręcznie. Założenie taktyczne - jechać lasem, bo wtedy można nie zakładać maseczki na twarz, a wszechobecny koronawirus jest. No to niczym partyzant całą trasę pokonałem duktami  leśnymi, bez wyłażenia na pole i otwarte przestrzenie. Cała trasa = 28,58km. Podjechałem nad jeziorko na Młynku. W środku lasu spotkałem kobietę z dużym psem na smyczy. Pogoda dobra, wycieczka udana. Przypomniało mi się, jak to w czasie wojennym, wiosną roku 1982 zorganizowały "Czarne Dęby" wyjazd do Lasu Łagiewnickiego. Takie zbiórki były zabronione ze względu na zakaz zgromadzeń. Odjazd z placu Dąbrowskiego autobusem 51. Zbiórka na krańcówce, założenie: nie witamy się i nie komunikujemy! Dojazd do lasu, wysiadamy na określonym przystanku i początkowo też się nie grupujemy, udając że się nie znamy. Dopiero w głębi lasu zbiórka drużyny, raport zastępowych,  odczytanie rozkazu drużynowego i przydział zadań. Po zajęciach terenowych podsumowanie i ocena przedsięwzięcia na drugim krańcu lasu. Raporty zastępów i koniec misji szukania śladów wiosny.  Indywidualne powroty do Łodzi linią 56. 

poniedziałek, 4 maja 2020

Chłodna majówka

Tegoroczna majówka nie dość że krótka, to jeszcze bardzo chłodna. 1 Maja wypadł w piątek. O poranku wywiesiłem flagi po obu stronach chaty p3M, co kilka lat wcześniej wyzwoliło niezrozumiałe uwagi u sąsiadki. Przejrzałem zapiski w dzienniku pokładowym z ostatnich 15 lat dokonane 01 maja.  W roku 2012 było +31°C, a w 2007 tylko +6°C. Generalnie zawsze rano paliliśmy w piecu. W roku 2015 przyjechałem rowerem z Łodzi - XXIII edycja Koral z dystansem 72,31 km. W roku 2007 śniadanie naszykowała Chemia, w 2009 gościliśmy małegoR. W 2011 beatyfikowano Papieża Jana Pawła II,  a po południu tamtego dnia pojechałem rowerem do Łodzi.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

plusy dodatnie

Nigdy nie ma tego złego, co by na dobrze nie wyszło. Weźmy dla przykładu tą kwarantannę spowodowaną koronawirusem. Wprawdzie ulice puste, a jak już ktoś się pojawi to i tak go nie rozpoznasz, bo ma na twarzy maskę. Od ponad miesiąca pracuję zdalnie, bo Fabryka Spełnionych Marzeń wdrożyła home office. Ma to plus taki, że wspólnie z Myszą jesteśmy w domu, a od kilkunastu dni na poligonie doświadczalnym p3M. Dokupiłem internetu, a i Plus sam z siebie zaproponował darmowe 10GB w ramach akcji #zostańWdomu. Raz na jakiś czas mam dyżur w Fabryce i wtedy muszę tam jechać. Minusem jest to, że nie jeżdżę rowerem. Był taki okres, że jeżdżenie rowerem było niezalecane, a nawet groziło karą (mandatem lub pouczeniem). Przyroda budzi się do życia, ale pojawił się problem: SUSZA. Zimą nie było śniegu, więc na wiosnę nie miało co się topić; później całe tygodnie nie spadła nawet kropla deszczu. Wszystko wyschnięte na wiór. Na poligonie p3M ratuję sytuację hydrologiczną sztucznym nawadnianiem. Biegam z konewkami i podlewam większe i mniejsze rośniki. Podłączam też węże z rozpylaczami. Chciałbym bardzo, żeby przyjął się srebrny świerk od Bożego Narodzenia 2019, którego dostała Hanna Manna za Jedną Złotówkę, w czasie, gdy kupowaliśmy jodłę kaukaską na święta. Na razie nie jest najgorzej - wygląda, że może się przyjmie. Podlewam też świerka od Tatiany - historia tego drzewka jest podobna, bo także było ozdobą świąt BN 2019, a tu na p3M przyjechało nieco później. Nawadniam leszczynę, sosenkę (uległa złamaniu w ubiegłym roku) i wszystkie świerki, które rosną wzdłuż płotu od południa. Ponoć świerki są mało odporne na suszę, a tu w tym piochu na pewno mają jeszcze gorzej.

środa, 22 kwietnia 2020

letnie koła Fasoli

W piątek 17 kwietnia 2020 przygotowałem wszystko przed garażami, a w sobotę 18 kwietnia 2020 rano wymieniłem zimówki na letniówki. Uzupełniłem też płyn spryskiwacza i wlałem setuchnę oleju silnikowego. Fasola gotowa do jazdy. Na razie jednak siedzimy z dupą w domu ze względu na epidemię.

wtorek, 14 kwietnia 2020

Żur, kiełbasa, jajec górka - dziwne święta, kurka rurka.

Żur, kiełbasa, jajec górka - dziwne święta, kurka rurka.
Grzybki, śledzie, świat się zmienia – dziwne święta, bo pandemia;
Szczypior, trawa, wąskie zydle - dziwne święta, ręce w mydle;
Wiosna wszędzie, kwitnie żonkil - dziwne święta, bez święconki;
Szynka, babka, śmiech wirusa - dziwne święta, bez dyngusa; 
Choć w sałatce kostka drobna – to trzymamy się z osobna; 
Kurczak, bazia, śledzi beczka - dziwne święta, my w maseczkach. 
Świetny żurek, kasza manna - dziwne święta, kwarantanna. 
Tort, borówki, trunki mocne - dziwne Święta Wielkanocne.
Tegoroczne Święta Wielkanocne mamy już za sobą, Mysz i ja grzecznie przesiedzieliśmy cały ich czas w domu z kotami, ale bez dzieci, bez ukochanych wnucząt. Urządziliśmy w każdy dzień wideo czat i w ten sposób mogliśmy się zobaczyć i pozdrowić. To jednak nie to samo! Nic nie zastąpi wspólnej biesiady przy stole. Jesteśmy niepocieszeni i nieszczęśliwi. Zmieniłem zapisy w wierszyku Wielkanocnym Kurka-Rurka, żeby uwypuklić odmienność tej Wielkanocy.


piątek, 10 kwietnia 2020

Dziwne Święta, ale...

Święta Wielkanocne! Dziwne te Święta, ale są! 
Pierwszy raz nie będzie wspólnego barszczu na białej kiełbasie, choć barszcz jest. 
W niedzielę nie usiądziemy do wspólnego Śniadania Wielkanocnego, choć śniadanie zjeść trzeba. 
W poniedziałek pozostaje tylko koty polać wodą, ale na pewno nie będą zadowolone. 
To będą pierwsze święta w historii A-Teamu, które będą poza domem rodzinnym - od tygodnia jesteśmy na poligonie doświadczalnym p3M. 
Wspólne śniadanie na łączach mesendżera i - o ile szybkość łączy pozwoli - w obiektywach kamer telefonów.
Kartka od Lucyny zdążyła przed świętami - poczta na wysokości zadania.

Wszystkim Ludziom najlepsze życzenia, przede wszystkim zdrowia, ale także spokoju, radości i żeby jak najszybciej wróciło wszystko do normalności.

sobota, 28 marca 2020

NOC czyli Nie Odpuszczaj Cwaniakom

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!!!
A już tym bardziej Holender, czy też Booking.com lub Różany Gaj!
Guest may cancel - we will waive all fees.
Gość może anulować - zrzekniemy się wszelkich opłat.
Victoria!!!
Nigdy nie wolno odpuszczać cynicznym cwaniakom.

wtorek, 24 marca 2020

dziwne stanowisko Hotelu Różany Gaj

Nie wszyscy w sposób oczywisty traktują śmiertelną epidemię wywołaną koronawirusem. Hotel Różany Gaj w Gdyni nie zamierza pozwolić bezkosztowo odwołać rezerwację noclegów. Poprosiłem Szanowny Hotel o odstąpienie od kosztu rezerwacji dokonanej na początku lutego 2020 roku za pośrednictwem booking.com. Mieliśmy na koniec marca jechać z Myszą na kilka dni nad morze. No i wpakowaliśmy się w nie lada problemy. Jak można być tak cynicznym? W sytuacji, kiedy Prezydent RP, Minister Zdrowia i wszystkie media nawołują do #zostańwdomu, kiedy placówka ta nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa pobytu, nie pozwala na odwołanie rezerwacji już opłaconej, nie wyrażając zgody na zwrot pieniędzy. Nic to dla tego obiektu, że jest już wprowadzony stan epidemii, a z każdą godziną śmiertelne zagrożenie się potęguje. Smutno, a nawet bardzo smutno, gdy komercjalizm próbuje zawładnąć zdrowiem i rozsądkiem. Dziś podejmuję ostatnią próbę rozmowy z Obiektem, a od jutra ślę informacje o tym stanie rzeczy do wszelkich możliwych instytucji: Sanepid, Urzędy Wojewódzki i Powiatowy, Policja, Telewizja, Radio, Prasa. Musi być jakiś sposób na odzyskanie pieniędzy. 
ps. Booking.com - gdzie udało mi się dodzwonić po prawie 40 minutach oczekiwania - ma to wszystko głęboko w ………. Napisanie maila do nich jest absolutnie niemożliwe!!! Nigdzie nie ma adresu mailowego! Żadnej pomocy, żadnej! To ewidentnie firma nastawiona tylko i wyłącznie na pobieranie haraczy (prowizji) od obiektów turystycznych. Gdy już sprawa przeminie konto moje na booking.com zostanie usunięte na zawsze i nigdy już nie skorzystam z ich usług. Amen!

Koronowirusowa apokalipsa.


Ot czasy nadeszły! Niech to chudy rudy! Nie ma takiego słowa, którym można by nazwać jednoznacznie sytuację, jaką mamy obecnie w Polsce, w Europie i w Świecie. Wszystko przez wirus COVID19 wywołujący duszności, gorączkę, kłopoty z oddychaniem, a w fazie końcowej zapalenie płuc prowadzące do śmierci. Wydawać by się mogło, że wygląda podobnie do zwykłej grypy… wygląda! Od 11 marca 2020 mamy go w Łodzi, a kilka dni wcześniej stwierdzono zakażenie u tzw. Pacjenta Zero, który powrócił z karnawału w Niemczech. Z dnia na dzień przybywa zarażonych, hospitalizowanych, objętych kwarantanną. Nieczynne są szkoły, przedszkola, urzędy, centra handlowe, punkty usługowe i gastronomiczne, niektóre placówki poczty, itd. Komunikacja miejska mocno ograniczona. Granice Państwa zamknięte. Komunikacja lotnicza wstrzymana. Również połączenia międzynarodowe zostały wyłączone. Kto może pracuje zdalnie w ramach home office. Ludzie mają pozostawać w domu. Na ulicach pusto, nie ma pieszych, rowerzystów i samochodów. To normalnie jest  Armagedon, Apokalipsa, Zagłada, Hekatomba, Eksterminacja – takie można mieć skojarzenia.


niedziela, 22 marca 2020

Bella pocieszeniem na tą beznadziejną sytuację

Urodzona 21 grudnia 2019 przyjechała 21 marca 2020 do Aligatorni z Gdyni. Jest wielkim pocieszeniem na tę beznadziejną sytuację w świecie w związku z trwającą pandemią wywołaną przez koronawirusa. Bardzo opiekuńczo odniosły się do niej oba koty: Lord i Skajola.😀 Lordek pokazał jej całe mieszkanie, kuwety i miseczki z jedzonkiem. Mała już zjadła i śpi. 

czwartek, 12 marca 2020

koronawirus


Nie ma nigdzie wróbla Ćwirka,
Tego zgagi i świrusa!
Choć minęło wiosen kilka
Mamy problem i wirusa.
On koronę na łeb włożył,
Jest aktywny i nie drzemie.
Wiele zmartwień nam namnożył,
Spowodował też pandemię.

poniedziałek, 9 marca 2020

zaczarowana szala jedynka

Brązowa karoca mknie przez las. Ciągną ją brązowe konie. Na miękkim zydlu siedzi brązowy stangret. Zmierzamy daleko na północ. Wszystko na jednej szali. Gdy w grę wchodzi Jogobella nie śpimy, nie odpoczywamy - podróż trwa nieustannie. Wesołe miny, choć na twarzach ewidentny wyraz zmęczenia. Będzie dobrze! To zaczarowana szala Jedynki.

poniedziałek, 2 marca 2020

Stalowe nerwy pediatry

Się małemu Antosiowi troszkę zachorowało: katar, gorączka, kaszel przeraźliwe charczenie. Gdy nie pomagają domowe mikstury i jakieś pigułki to nie ma innego wyjścia, jak pójść do lekarza. Wsadziwszy małego do samochodu jedzie z nim Dziunia do naszej przychodni, gdzie przyjmuje doświadczony pediatra - pan Z. [nota bene leczył także Dziunię i Szczypiorka, gdy kwalifikowani byli jeszcze do "małych pacjentów"]. Antoś pozwala sobie zajrzeć do gardła, wpada w śmiech, gdy lekarz bada go stetoskopem i w końcu jest wiadome, że mamy do czynienia z lekkim zapaleniem oskrzeli. Konieczne będą lekarstwa, więc trzeba wypisać recepty; no i zwolnienie dla mamy do pracy, a to chwilę potrwa. Antoś cierpliwie czeka, ale zaczyna go interesować elektroniczne wyposażenie gabinetu. Trzema szybkimi przyciśnięciami paluszkiem wyłącza komputer i modem, przez który pediatra połączony jest z bazami e-recepty, e-pacjenta, ewusia, itd. Przywracanie łączności potrwa ponad kwadrans i dopiero wtedy gabinet będzie mógł kontynuować pracę. Nic to! W gabinecie pana Z. dzieci  są najważniejsze i mogą wszystko. 😉

sobota, 29 lutego 2020

29 luty

Dziwaczny dzień. Sobota. Mysz w pracy. Ja udzielam się w sektorach wewnętrznych (zmiana pościeli, odkurzanie i sprzątanie) i zewnętrznych (podcięcie malin i kontynuacja prac przy trawniku - likwidacja irysów). Późnym popołudniem odwiedzę Michasia.
Koniec lutego często każe mi wspominać niebywałą sytuację w Fabryce Getrów, kiedy to wielce szanowny pan prezes kazał robić przelewy płac 31 dnia miesiąca. Na nic zdało się tłumaczenie Małgosi Bandur, że luty ma tylko 28 dni. Prezes upomniał ją, że płacimy zawsze 31-go i niech przyjdzie z przelewami właśnie tego dnia. Przyszła, jak kazał - przelewy były 3 marca. 

poniedziałek, 24 lutego 2020

Shogun za tęczowym mostem



W piątek 21 lutego 2020 pożegnaliśmy Shoguna - Brytyjczyka Grażynki. Miał 9 lat. Stwierdzono u niego raka przewodu pokarmowego.

Żegnaj Piękny - będziemy o Tobie pamiętać.

piątek, 21 lutego 2020

dobra wieść

Dobrą wieść nam przekazano,
Że o świcie dzisiaj rano 
Powiększyła się Rodzina:
Michał życie swe zaczyna.
Witaj Mały i żyj zdrowo
Całe życie jest przed Tobą!
Xylonyt 21 luty 2020

czwartek, 20 lutego 2020

Szaleństwo tłustego czwartku

Dziś ma być dużo, tłusto i słodko. Coś niecoś nam się w końcu od tego życia należy! Szaleństwo tłustego czwartku trwa od rana. Wprawdzie w Xylonytowie zdecydowaliśmy, że nie będzie dzisiaj żadnego pączka, to jednak w FSM były jak najbardziej. Zakupione u Blikle'go dzielone sprawiedliwie wśród personelu. Też się załapałem na trzy. Jednak nie ma porównania z pączkami Skórek, a już nie ma co mówić, jeśli przypomną się te z wisienkami - pychotka.

poniedziałek, 17 lutego 2020

Reaktywacja CeKaeSia

Zbliżają się moje imieniny i z tej oto okazji w dniu dzisiejszym w Aligatorni reaktywowano Centrum Kierowania Światem. Mam nowe stanowisko do pracy.
Przyjeżdżam do domu, wstawiam rower do garażu, a Mysz od razu w oknie prosi bym nie szedł do mieszkania na górę, bo obiad nałożony na parterze u Dziuni. Ok! Pomyślałem, że może Córeczka najukochańsza ugotowała coś dobrego i tam też zostało to podane. Zdejmuję kurtkę odblaskową (w której jeżdżę, by być lepiej widocznym) i nie odwiesiwszy jej na wieszak, prędziutko do stołu, bo Antoś pokrzykuje: Tu! Tu! Tu! i pokazuje na krzesło przy stole, w miejscu gdzie stoi już talerz z gulaszem, ziemniakami i buraczkami. Zaczynam jeść. Smaczne jak zawsze. Trochę zdziwiony jestem, że obiad na dole, ale Dziunia mnie uspokaja, że ugotowała więcej i chętnie się dzieli. Super! Pytam, jak tam Dzień Kota, czy składali życzenia dla Lorda i Skajoli? Koty pokochane i wymiziane. Antoś bawił się z nimi piłeczkami. Brakuje mi Bennego, pytam więc gdzież on jest. Dziunia od razu odpowiada, że robi coś w piwnicy. Natychmiast Hanna Manna poprawia mamę i stwierdza: "Tata jest na górze". Zaczynam się zastanawiać, że chyba mnie okłamano, że coś nadzwyczajnego szykuje się u nas w domu i ja nie mogę teraz tego widzieć, pewnie będzie niespodzianka. W końcu Benny schodzi na dół i informuje, że wszystko gotowe i można zaczynać Show. Tak oto odbieram prezent imieninowy - przewiązane wielką kokardą nowe biurko. W podziękowaniu pijemy kawę ze spienionym mlekiem, a jakieś ciasto i coś niecoś na brzuszek będzie potem, gdy imieniny moje nastaną w pełni. To jeszcze kilka dni.
Gdy Towarzystwo się rozchodzi do siebie, znoszę z piwnicy i z garażu rozczłonkowany komputer, głośniki, klawiaturę, monitor, kabelki i mysz. Składam to wszystko do kupy. Włączam i znowu Centrum Kierowania Światem jest aktywne.

czwartek, 13 lutego 2020

przeprowadzka

Pomalutku wszystko się klaruje. Mieszkanie odebrane (11-02-2020), klucze & liczniki przejęte. Dwa duże transporty Fasolą i kilka mniejszych innymi pojazdami. Później wielkie sprzątanie, układanie i rozpakowywanie. Poprzedni właściciel zaskoczył EwAr swoistym opustoszeniem mieszkania: miała być pralka, ale wyparowała, miał być wielki fotel, ale znikł, zdjęto firanki, zasłonki, obrazki, nie zabrano tylko tego co na stałe związane ze ścianą lub podłogą - wg wyjaśnień takie były ustalenia miedzy stronami w czasie finalnej wizyty przed zakupem lokalu. Słowa te zdziwiły nawet przedstawicielkę pośrednika nieruchomości. Takie trochę zagranie no fair. Z oczu mu jednak dobrze patrzało i nikt nie podejrzewał, ze tak to się skończy. Miałem wprawdzie czarne wizje, ale nie można było temu w żaden sposób zaradzić.
Teraz to już nie ważne! Wczoraj Szczypior przemalował jeden pokój likwidując paskudne bordo. Mysz i Dziunia pomogły w sprzątaniu i czyszczeniu kuchni - wyłożyły z kartonów akcesoria i wyposażenie kuchenne. A&A zakupiło nowy czajnik Siemensa - niechby dobrze służył w przygotowywaniu wrzątków. Meble rozstawione - pokój Michasia praktycznie gotowy. Czekamy na łóżko. No to na dniach pewno się zakwaterują.  

czwartek, 6 lutego 2020

smacznie w K2 na Zgierskiej

Co by nam się Panie zbytnio nie przepracowały "przy garach" w kuchni wpadł Szczypiorek na genialny pomysł: pojedźmy na pizzę do K2. Taka idea na dodatkowe świętowanie urodzin Myszy.  




Choć pojechaliśmy na pizzę, każden z nas zamówił inną shoarmę. Moja miała numer 72 i była z zapiekanym serem. Wszystko ok! Smakowite. 

środa, 5 lutego 2020

na przewijaku


Dziś nie jestem uśmiechnięty,
Cały drapak już zajęty.
Jak nam leżeć? Pytam - Jak?
Może przyjmie mnie przewijak?
Lepiej byłoby w hamaku,
Ale go nie powiesili!
Będzie dobrze w przewijaku,
Jego miękkość sen umili.

czwartek, 30 stycznia 2020

EwAr na swoim


EwAr już na swoim. Wprawdzie na razie wirtualnie, ale już są blisko. Wczoraj rejent i banki. Teraz czekamy na klucze. Jutro wieczorem oględziny i zapoznanie z terenem wokół. Być może rozwieją się wątpliwości: gdzie parkować, gdzie są liczniki prądu, wody, co z ogrzewaniem, itd. Na spotkanie z poprzednim właścicielem Przemkiem jedzie Mysz i Robaki. Ja profilaktycznie zostaję w domu, żeby nie powiedzieć za dużo lub nie wystrzelić jakiegoś erroru.
Nie udała się akcja zakupu nowego mieszkania na Poznańskiej. Wszystko przez to, ze od kilku miesięcy nic się tam nie działo. Pozostały nierozwiązane newralgiczne kwestie: przyłącze wodno - kanalizacyjne, winda, wjazd na posesje, kostka na podwórku. Miało być gotowe do odbioru w grudniu 2019. Deweloper zaproponował podpisanie aneksu, ale odmówili, bo nie było pewne za ile miesięcy budynek będzie gotowy do zamieszkania. Stan surowy to dopiero początek wielkiej roboty. W sumie to nawet dobrze się stało, bo teraz właśnie jest już lokum potrzebne - wkrótce pojawi się Michaś. Gdyby wszystko toczyło się zgodnie z poprzednim planem, teraz właśnie byłby kafelkarz, malarz, meblarz, itd. a gdzie wyposażenie, sprzęty AGD. Nigdy nie ma tego złego, co by na dobrze nie wyszło.

piątek, 24 stycznia 2020

Czerwony Kapturek w XXI wieku

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma wielkimi rzekami, na skraju lasu żył sobie z rodzicami Czerwony Kapturek. Ta śliczna młoda dziewczyna miała także dwie starsze siostry: Żółtego i Zielonego Kapturka. Pewnego dnia rodzice postanowili, żeby najstarsza z sióstr zaniosła Babci koszyczek z pożywieniem i lekarstwami. Żółty Kapturek posłusznie ubrał się i szybko naszykował do dalekiej drogi przez gęsty, stary las i wkrótce – po przestrogach Matki i Ojca, by był ostrożny - wyruszył w drogę. Niestety zaraz po wejściu do lasu na drogę wyszedł wielki czarny wilk i bez ostrzeżenia, ale za to ze smakiem pożarł Żółtego Kapturka i zawartość koszyczka. Rozpacz w domu była wielka, ale cóż robić skoro za lasem chora Babcia czeka na lekarstwo i jedzenie. Rodzice podjęli decyzję, aby Zielony Kapturek dostarczył koszyczek z prowiantem i medykamentami. Dziewczyna naszykowała się bez zbędnej zwłoki i wkrótce – po przestrogach Matki i Ojca, by być ostrożną – wyruszyła w drogę. Ponownie wydarzyło się to samo: na drogę wyszedł wielki czarny wilk i bez ostrzeżenia, ale za to ze smakiem pożarł Zielonego Kapturka i zawartość koszyczka. Następnego dnia nie było już innego wyboru, jak posłać do Babci przez las Czerwonego Kapturka – najmłodszą córkę, która pozostała Rodzicom. Czerwony Kapturek, podobnie jak jej starsze siostry, do drogi gotów był natychmiast. Chwycił nowy koszyczek ze środkami medycznymi i spożywczymi, by po wysłuchaniu przestróg Matki i Ojca ruszyć w drogę. Czerwony Kapturek minął wieś, wszedł do lasu i… cóż za pech: na drogę wyszedł wielki czarny wilk i bez ostrzeżenia, ale za to ze smakiem pożarł Czerwonego Kapturka i zawartość koszyczka. Babcia nie doczekała się pomocy - wszystkie środki ostrożności i bezpieczeństwa zawiodły. Wstała z łóżka i sama poszła po sprawunki.
Żaden kapturek nie daje stuprocentowego bezpieczeństwa żadnej dziewczynie. 
[Xylonyt ®: 06-08-2008]

czwartek, 23 stycznia 2020

gulu-mulu

gulu-mulu  [poniedziałek, 05 listopada 2007]
Od soboty od 13:00 do niedzieli do 19:00 był u nas małyR. Pojechała po niego Dziunia autobusem. Przyjechali taksówką. Zabrała go Chemia swoim tytanowym samochodem. Niezaprzeczalnie szlagierem tego weekendu było gulu-mulu (słowo jako takie bardzo podobało się małemuR), czyli surówka. MałyR miał gulu-mulu z kapusty kiszonej, a my jedliśmy gulu-mulu z marchewki tartej z jabłuszkiem. Kotlety mielone jak zwykle a'la Aligator smakowały wyśmienicie. Do tego Mysz zrobiła ogórkową, bo małyR jest od niej uzależniony. 

nadinterpretacje

Wiola i Damian spotykają się od dawna, wczoraj wieczorem też byli razem:
Wioletta do przyjaciółki: 
Damian zabrał mnie wczoraj do eleganckiej restauracji, opłacił pyszną kolację z fantastycznym winem, odbyliśmy romantyczny spacer do niego, tam przy świetle świecy prawie godzinę mnie rozpalał wstępnie, a potem była prawie godzina wspaniałego seksu! I po tym wszystkim jeszcze godzinkę miło gawędziliśmy, aż usnęłam pierwsza! 
Damian do przyjaciela:
Jestem skończony! Jak głupek zgodziłem się aby Wiolka wybrała knajpę - to zaprowadziła mnie do restauracji na starówce, z jakimś francuskim winem. Jak zobaczyłem rachunek, to omal nie zemdlałem, musiałem tam zostawić całą forsę i nie stać mnie było na taryfę! Prąd mam dawno temu odłączony za nieopłacone rachunki, więc musiałem zapalić świecę! Po tych nerwach godzinę nie chciało mi śmigło odpalić i prawie godzinę nie mogłem skończyć! Gadałem z tą wariatką o różnych głupotach aż mi zachrapała...
     
#####################################

Monika i Piotrek są parą o kilkunastu miesięcy, wczoraj byli na kolejnej randce:
Monika do koleżanki:
Jestem  wkurzona: na moją propozycję pójścia do restauracji  Piotrek  powiedział, że jesteśmy ze sobą dostatecznie długo i możemy pójść do niego.  Po zjedzeniu przygotowanej przeze mnie kolacji zaciągnął mnie do łóżka. Zero gry wstępnej; w niecałe dwie minuty skończył, odwrócił się i zasnął!!! 
Piotrek do kolegi:
Było cudownie! Monika poszła ze mną na chatę, ugotowała kolację, pokochaliśmy się. Dzisiaj jestem szczęśliwy i wyspany! 

niebezpieczny diabeł

niebezpieczny diabeł [niedziela, 23 marca 2008] 

Środa. Wróciłem z pracy. Na klatce schodowej zdjąłem buty, a kurtkę powiesiłem na wieszaku. Zorientowałem się, że nikogo nie ma w domu. Wszedłem do kuchni, żeby naszykować sobie coś do jedzenia. Stanąłem przy zlewozmywaku, żeby wyjąć talerz ze zmywarki. W narożnej szafce uchyliły się drzwi i wyjrzała stamtąd głowa diabła. Wystraszyłem się nieco, zamknąłem zmywarkę i wycofałem pod okno. Wtedy usłyszałem ciężki zdecydowany głos rozkazujący: Podejdź no tu bliżej do szafki, otwórz szeroko i poczęstuj się galaretkami w czekoladzie! Weź sobie od razu kilka, żebyś nie musiał ciągle tu wracać!

- Pewnie – pomyślałem – wezmę od razu cztery, to wystarczy mi na pierwszy raz.

Poszedłem do pokoju i usiadłem przed włączonym komputerem. Zalogowałem się na http://xylonyt.blox.pl/ i usłyszałem dobiegający z kuchni ten sam głos diabełka: Jak tam, zjadłeś już? Chodź weź sobie jeszcze kilka galaretek! Faktycznie zjadłem już te cztery, które wziąłem na początku. Wstałem od komputera i zdecydowanym krokiem podszedłem pod szafkę ze słodyczami. Drzwiczki były otwarte, a przecież dokładnie pamiętam, że je zamykałem. Otworzyłem kartonik z galaretkami i wyjąłem sobie jedną. Z szafki wychyliła się poznana wcześniej postać i twardym głosem nakazała, bym wziął więcej: Weź co najmniej pięć!” Wystraszyłem się go i czym prędzej wziąłem nakazaną przez niego liczbę cukierków. Wróciłem do komputera i zacząłem edycję kolejnego wpisu na moim blogu. Nie minęło nawet pięć minut, a diabeł zażądał, abym ponownie przyszedł do kuchni: Przyjdź ponownie i weź sobie wszystkie galaretki! Prędko!” Podszedłem niezdecydowanym krokiem i mówię: Nie mogę zjeść wszystkich, bo oprócz mnie są jeszcze inni w tym domu!” Po krótkiej chwili diabeł wychylił swą straszną głowę i rozkazał: Natychmiast weź wszystkie i zjedz! Nie dziel się z nikim! Bardzo się go bałem, nie było już odwrotu. Włożyłem dłoń do pudełka i wyjąłem wszystkie galaretki zostawiając jedynie trzy, w razie gdyby ktoś z moich współdomowników miał na nią chęć i pośpiesznie udałem się do komputera w pokoju.

Następnego dnia, gdy zostałem w kuchni sam, drzwi szafki ponownie się otworzyły i usłyszałem ostry groźny rozkaz: Zjadaj natychmiast te trzy galaretki! Nie słyszałeś dobrze, jak Ci mówiłem wczoraj, co masz zrobić? Ręce zaczęły mi się pocić, po plecach przebiegł dreszcz a na całym ciele miałem gęsią skórę. Pokornie wyjąłem z pudełka ostatnie trzy galaretki i zjadłem, by demon dobrze to widział – żeby mi czasem nie zrobił coś złego. Tylko nie mów nikomu o mnie! Pamiętaj! – zabrzmiało przeraźliwie zza szafki i straszydło znikło. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Wahałem się, czy powiedzieć rodzinie, że go widziałem i że zjadłem galaretki. Nie wytrzymałem i opowiedziałem im o wszystkim – jakoś to zrozumieli. Czuję się jednak niebezpiecznie, co będzie, gdy tamten potwór się dowie, że się wygadałem?

środa, 22 stycznia 2020

gdzie jest śnieg?

Próżno wypatrywać śniegu tej zimy. Choć to oczywiste, że powinno go być wszędzie sporo, to jednak tak nie jest. Temperatury dodatnie, nawet dwucyfrowe. Gdzie te czasy, kiedy w styczniu - lutym organizowaliśmy operacje Talvi? Było kilka edycji. Pozostały wspomnienia:

 Sukcesem zakończyła się Xylonytowa Operacja TALVI Dwadzieścia & Dziesięć, która trwała na poligonie doświadczalnym 3M w okresie 12.02 - 21.02.2010. Jedyna porażka to odwilż, która zaskoczyła nas nagle w czasie wykonywania zadania specjalnego w czwartek, dnia 18 lutego 2010 roku. Szczegóły i fotoreportaż wkrótce. Muszę dokonać konwersji plików. [21-02-2010]





 

Gdy pisałem o przymiarce do TALVI 2012 nie miałem pojęcia o nadchodzącym wyżu kontynentalnym z dalekiej północy Rosji (stamtąd nigdy nie nadchodziło nic dobrego). Jest tak chłodno (nocą nawet -25°C), że plan operacji uległ zmianie. Przede wszystkim odwołaliśmy piątkowy wyjazd. Nie ma sensu ogrzewać dwa domy. Podkreślić trzeba, że ogrzewanie jest w obecnym czasie bardzo poważną sprawą. Palenie rozpoczynam(y) tuż przed 6:00, a kończę(ymy) chwilę po północy. Do rana i tak bardzo się ochładza. Tęgi mróz nadszedł do Polski we wtorek i jest już dzisiaj piątą dobę (jak u siebie). Pasowałoby, żeby już sobie poszedł - niech zmieni go jego mniejszy brat Mrozek (taki max. do -5°C). Do tego wszystkiego nie ma grama śniegu, więc ziemia zmrożona. Martwię się o borówki, czy czasem nie zginą przez te anomalia pogodowe. Najpierw w grudniu było nawet +15° - tak że zakwitły stokrotki i dookoła pojawiły się pąki, a teraz 40 stopni chłodniej i wszystko może trafić szlak. Oby nie! Mysz przeziębiona - wybuchło jej gardło. Jedzie na prochach: zinat, pyralgina, witamina C, krople Xylo... i psikacz do gardła. Trzy dni w gorączce. Chyba coś wirusowego, bo zbytnio nie odpuszcza i częściowo przeniosło się do zatok. Szczypior poszedł właśnie do apteki. Aspirin C Bayera zawsze pomagało - pamiętam czasy, gdy kupowało się ją za dolary w kosmicznej cenie. Skuteczność tych pastylek była jednak przeolbrzymia, co decydowało o zakupie. Dzisiaj też je będziemy używać, mając nadzieję na szybki powrót do zdrowia. Popołudniu raut z okazji urodzin Myszy. Prezenty i kwiaty (białe róże) były już wczoraj, bo Dziunia nie mogła już wytrzymać. Dziś rano jeszcze raz ucałowania i uściski. Wszystkiego najlepszego od całego A-Teamu. [05-02-2012]

wtorek, 14 stycznia 2020

KOCHAMY CHOCHLIKI


Nie śpią za dnia, nie śpią w nocy,
Są przebiegłe, znają triki,
Siedzą cicho, bez przemocy,
Bo to czujne są Chochliki.
W biurach, firmach, w komputerach
Usuwają cyfry, pliki,
Wszystkich bierze wnet cholera,
Bo to wredne są Chochliki.
Przy ubraniach, płaszczach, swetrach
Urywają wciąż guziki.
Choć nieśmiałe, mają pietra,
Bo to dziwne są Chochliki.
Rozrabiają też w sypialniach,
Wyłączając nam budziki.
Choć to życie nam spowalnia
Wciąż kochamy te Chochliki.

piątek, 10 stycznia 2020

nowy bojler

Nowy bojler 80 litrów zakupiony w środę został zamontowany wczoraj (09-01-2020) wysoko jak zwykle na ścianie klatki schodowej. Poprzedni (Bianka) wisiał tam 7 lat. Ostatnio zaczęła przepuszczać uszczelka i trochę kapał, aż w końcu kapał bardzo i przez kilkanaście ostatnich dni stała na schodach miseczka, w którą miarowo leciały kropelki wody. 
Prace rozpoczęte tuż po 17stej. 
Pierwsze zadanie: spuścić wodę ze starego bojlera i zdjąć go na podłogę. W tym celu odcinam dopływ wody na piętro i zamykam zawór zasilający; odkręcam korek 1/2 cala na spuście, wkręcam nypel i nakręcam przejściówkę po podłączenia węża ogrodowego, następnie zawór kulowy ustawiam w pozycji "otwórz". Niestety, nic się nie dzieje. Demontuję zawór kulowy na spuście. Nic się nie dzieje! Stwierdzam, że kamień blokuje przepływ wody. Montuję ponownie zawór kulowy na spuście (jest otwarty). Długim wkrętakiem przebijam osad z kamienia - powoli zaczyna wypływać woda. Podłączam wąż ogrodowy i woda spokojnie spływa na podwórko siłą grawitacji. Niby 60 litrów, a leci długo i ślamazarnie. W końcu bojler można zdjąć z zawieszenia. Zostaje w nim jeszcze sporo wody, co powoduje, że w momencie odwracania bojlera znaczna jej część wylewa się na klatkę schodową. Powstaje spora kałuża wody. Bojler zdjęty!
Drugie zadanie: powiesić nowy bojler. Ten jest większy - ma 80 litrów. Inny producent, inny sposób mocowania. Sprawdzam, czy stare mocowanie będzie się nadawać? Tak, nadaje się. To bardzo dobrze, bo unikam demontażu, wiercenia, przykręcania, itd.

Trzecie zadanie: podłączyć bojler do instalacji. Częściowo wykorzystuję stare podłączenie. Na spuście montuję nowy zawór kulowy 1/2. W przyszłości będzie można/trzeba ponownie spuścić wodę z bojlera. Montuję nowy zawór bezpieczeństwa, do podłączenia ciepłej wody daję nowy wężyk (stary zużyty i za krótki). Wszystko gotowe!
Uruchomienie!
Otwieram zawory odcinające dopływ wody na piętro, otwieram zawór zasilający. Bojler napełnia się, a bateria w kuchni syczy jak wielki wąż - musi z niej wyjść 80 litrów powietrza. Wtykam wtyczkę do gniazda 230V. Potem jeszcze tylko czyszczenie wszystkich perlatorów, bo się bardzo przytkały po puszczeniu wody. Po 4 godzinach (tuż po 21:00) można powiedzieć: "Udało się!" Bojler podłączony. 
Nie lubię tego określenia "udało się", bo jak mówił Marek z FSM: "udać to się może prostytutce trafić na kasiastego klienta, a fachowiec zawsze zrobi doskonale swoją robotę".
ps. Mnie nie ma, a to że mnie widzisz - wcale nie oznacza, że jestem.

O bojlerze wspominek

niedziela, 22 stycznia 2012
zdechł hydrofor
Niedawno pisałem o nieszczęściach, które uwielbiają łączyć się w pary, by móc bardziej pogrążyć ludzi, których dotyczą. Wtedy miałem na myśli samochody, które nagle doznały poważnych awarii. W piątek mieliśmy zdarzenie hydrauliczne: żywota swego wyrzekł się hydrofor, który w służbie Jaśnie Wielmożnego Pana Dadandela był od maja 2008 roku. Swym postanowieniem dołączył do bojlera, który tuż przed minionym Sylwestrem nagle przestał grzać wodę, a dodatkowo spowodował zwarcie i zanik prądu w całym Xylonytowie. Z jego wyczynku mógł się ucieszyć jedynie SygmaBank, bo musiałem aktywować kartę Praktikera, by kupić nowy taki sam bojler Bianca. Na marginesie tej akcji zastanawiam się, jak można dać imię Bianca bojlerowi? No widać można! Mam teraz dwa tygodnie na kupno nowego hydroforu. Najlepiej by było, żeby był taki sam. Wtedy nie musiałbym przebudowywać instalacji, a wszystkie rurki, złączki i kolanka pozostałyby niezmienione. Po prostu podłączę go w tym samym miejscu jak dotychczas. Życie bez wody nie jest proste. Pojechałem po wodę pitną do gospodarza we wsi, a do innych potrzeb nanosiłem wody z Pilicy. Niby wszystko zorganizowane i do wszystkiego woda była, ale te wanienki, baniaczki, konewki i kubeczki trochę działały mi na nerwy. To przelewanie, noszenie i kapanie powodowało błoto i mokre plamy. Najgorzej wypadło wiadro od mopa - no ani razu nie udało mi się spłukać sedesu, żeby nie rozlać wody na płytki.

środa, 8 stycznia 2020

Szybkie 600


Chcesz wnet nastrój swój poprawić
I wesoło się zabawić?
Zagraj z LOTTO - to przygoda,
Tylko dobre liczby podaj!
Szybkie 600 – rewelacja,
A gdy wygrasz jest owacja.
Dobry plan jest już usnuty:
Kasę masz co 4 minuty.

wtorek, 7 stycznia 2020

choinka Hanny Manny

Kupując choinkę na minione Święta dostaliśmy za dodatkową złotówkę małą choinkę w doniczce. Tak naprawdę to ścieśnione są razem dwa małe świerki. Hanczeska ucieszona. Razem z Myszą ubrała ją w bombki i gwiazdki, a ja wyniosłem przed dom na ganek, skąd witała nas przez ostatnie trzy tygodnie, gdy wracaliśmy do domu, przypominając o świątecznej porze. 
W ostatni weekend zabrałem sadzonkę na poligon p3M, gdzie wsadzona do głębokiego dołu  (wybrałem dwie taczki piachu) wypełnionego próchniczną ziemią będzie czekała na wiosnę, by się przyjąć i rozpocząć wzrost. Korzenie ma wprawdzie uszkodzone, ale jak ją będę podlewać, mam nadzieję, że się przyjmie i urośnie duża.

czwartek, 2 stycznia 2020

tylko 2942km.

Tylko 2942,32 km przejechałem w roku 2019, czyli nawet nie udało się zaliczyć 3000 kilometrów (choć plan był jeszcze o 1000 km. większy). Bardzo słabiutko! 188 razy jechałem anno domini 2019 do FSM, to daje ogólnie średnio 2481 kilometrów. Pozostałe kilometry to różne inne przejazdy, ale nie turystyczne. Turystycznie tylko 50,82 kilometrów. Trzy razy w tym okresie był flaczek. Kupiłem i założyłem nowe opony do Magnuma. W listopadzie 2019 kupiłem nowe oświetlenie tylne do rowerów, ale nie założyłem do dziś i jeżdżę na starych.

środa, 1 stycznia 2020

Zdrowia na cały 2020

W Sylwestra normalnie do pracy, bo to dzień czarny w kalendarzu. Z departamentu HR FSM przyszedł rozkaz, by o 14:00 wygasić w piecach. Tuż po 13stej zapytano mnie co ja jeszcze robię w fabryce? Nie trzeba do mnie dwa razy mówić - odrazu ogon pod siebie i fru do chaty. Trochę mnie rozbiera grypsko jakieś, na trasie do domu zmarzłem trochę, ale ratowano mnie late w wykonaniu Pani Szczypiorkowej i kruszonką z Barbarelli. 
Stary rok pożegnaliśmy gulaszem węgierskim w wykonaniu Myszy. Napaliłem w piecu i całym domu zrobiło się przyjemnie ciepło. Dyżurując na firmowym portalu do 24:00 uczestniczyłem w zabawie sylwestrowej transmitowanej przez TV z Zakopanego, Katowic i Warszawy. Imprezy słabe, przede wszystkim za sprawą niektórych występujących artystów, którzy już od dawna powinni siedzieć w ciepłych kapciach i opowiadać bajki wnukom!
O północy huk i błyski niezliczonej ilości odpalonych petard i rakiet. Było ładnie. Zastanawiam się nad kosztem tego pokazu. Wydaje mi się, że kupa kasy poszła w kosmos  (a ponoć Polacy nie mają pieniędzy?!). Może to następstwa 500+ ? 
Żeby się Lord, Sky i Bajka nie bali tych odpalanych rakiet zasłoniliśmy okna roletami, a telewizor zgłośniony, żeby się nie wystraszyli. Cóż to? Kilka minut po północy szukamy, gdzie są koty, czy czasem się nie boją, bo nigdzie ich nie ma. Patrzymy w kuchni, a obie kotki siedzą na parapecie i oglądają fajerwerki przez niezasłonięte okno.
Przytuliłem Mysz, złożyliśmy sobie życzenia - zdrowia, zdrowia i zdrowia.  Tego nam najbardziej potrzeba. Niechby nie było gorzej, a będzie dobrze.