Obserwatorzy

czwartek, 30 stycznia 2020

EwAr na swoim


EwAr już na swoim. Wprawdzie na razie wirtualnie, ale już są blisko. Wczoraj rejent i banki. Teraz czekamy na klucze. Jutro wieczorem oględziny i zapoznanie z terenem wokół. Być może rozwieją się wątpliwości: gdzie parkować, gdzie są liczniki prądu, wody, co z ogrzewaniem, itd. Na spotkanie z poprzednim właścicielem Przemkiem jedzie Mysz i Robaki. Ja profilaktycznie zostaję w domu, żeby nie powiedzieć za dużo lub nie wystrzelić jakiegoś erroru.
Nie udała się akcja zakupu nowego mieszkania na Poznańskiej. Wszystko przez to, ze od kilku miesięcy nic się tam nie działo. Pozostały nierozwiązane newralgiczne kwestie: przyłącze wodno - kanalizacyjne, winda, wjazd na posesje, kostka na podwórku. Miało być gotowe do odbioru w grudniu 2019. Deweloper zaproponował podpisanie aneksu, ale odmówili, bo nie było pewne za ile miesięcy budynek będzie gotowy do zamieszkania. Stan surowy to dopiero początek wielkiej roboty. W sumie to nawet dobrze się stało, bo teraz właśnie jest już lokum potrzebne - wkrótce pojawi się Michaś. Gdyby wszystko toczyło się zgodnie z poprzednim planem, teraz właśnie byłby kafelkarz, malarz, meblarz, itd. a gdzie wyposażenie, sprzęty AGD. Nigdy nie ma tego złego, co by na dobrze nie wyszło.

piątek, 24 stycznia 2020

Czerwony Kapturek w XXI wieku

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma wielkimi rzekami, na skraju lasu żył sobie z rodzicami Czerwony Kapturek. Ta śliczna młoda dziewczyna miała także dwie starsze siostry: Żółtego i Zielonego Kapturka. Pewnego dnia rodzice postanowili, żeby najstarsza z sióstr zaniosła Babci koszyczek z pożywieniem i lekarstwami. Żółty Kapturek posłusznie ubrał się i szybko naszykował do dalekiej drogi przez gęsty, stary las i wkrótce – po przestrogach Matki i Ojca, by był ostrożny - wyruszył w drogę. Niestety zaraz po wejściu do lasu na drogę wyszedł wielki czarny wilk i bez ostrzeżenia, ale za to ze smakiem pożarł Żółtego Kapturka i zawartość koszyczka. Rozpacz w domu była wielka, ale cóż robić skoro za lasem chora Babcia czeka na lekarstwo i jedzenie. Rodzice podjęli decyzję, aby Zielony Kapturek dostarczył koszyczek z prowiantem i medykamentami. Dziewczyna naszykowała się bez zbędnej zwłoki i wkrótce – po przestrogach Matki i Ojca, by być ostrożną – wyruszyła w drogę. Ponownie wydarzyło się to samo: na drogę wyszedł wielki czarny wilk i bez ostrzeżenia, ale za to ze smakiem pożarł Zielonego Kapturka i zawartość koszyczka. Następnego dnia nie było już innego wyboru, jak posłać do Babci przez las Czerwonego Kapturka – najmłodszą córkę, która pozostała Rodzicom. Czerwony Kapturek, podobnie jak jej starsze siostry, do drogi gotów był natychmiast. Chwycił nowy koszyczek ze środkami medycznymi i spożywczymi, by po wysłuchaniu przestróg Matki i Ojca ruszyć w drogę. Czerwony Kapturek minął wieś, wszedł do lasu i… cóż za pech: na drogę wyszedł wielki czarny wilk i bez ostrzeżenia, ale za to ze smakiem pożarł Czerwonego Kapturka i zawartość koszyczka. Babcia nie doczekała się pomocy - wszystkie środki ostrożności i bezpieczeństwa zawiodły. Wstała z łóżka i sama poszła po sprawunki.
Żaden kapturek nie daje stuprocentowego bezpieczeństwa żadnej dziewczynie. 
[Xylonyt ®: 06-08-2008]

czwartek, 23 stycznia 2020

gulu-mulu

gulu-mulu  [poniedziałek, 05 listopada 2007]
Od soboty od 13:00 do niedzieli do 19:00 był u nas małyR. Pojechała po niego Dziunia autobusem. Przyjechali taksówką. Zabrała go Chemia swoim tytanowym samochodem. Niezaprzeczalnie szlagierem tego weekendu było gulu-mulu (słowo jako takie bardzo podobało się małemuR), czyli surówka. MałyR miał gulu-mulu z kapusty kiszonej, a my jedliśmy gulu-mulu z marchewki tartej z jabłuszkiem. Kotlety mielone jak zwykle a'la Aligator smakowały wyśmienicie. Do tego Mysz zrobiła ogórkową, bo małyR jest od niej uzależniony. 

nadinterpretacje

Wiola i Damian spotykają się od dawna, wczoraj wieczorem też byli razem:
Wioletta do przyjaciółki: 
Damian zabrał mnie wczoraj do eleganckiej restauracji, opłacił pyszną kolację z fantastycznym winem, odbyliśmy romantyczny spacer do niego, tam przy świetle świecy prawie godzinę mnie rozpalał wstępnie, a potem była prawie godzina wspaniałego seksu! I po tym wszystkim jeszcze godzinkę miło gawędziliśmy, aż usnęłam pierwsza! 
Damian do przyjaciela:
Jestem skończony! Jak głupek zgodziłem się aby Wiolka wybrała knajpę - to zaprowadziła mnie do restauracji na starówce, z jakimś francuskim winem. Jak zobaczyłem rachunek, to omal nie zemdlałem, musiałem tam zostawić całą forsę i nie stać mnie było na taryfę! Prąd mam dawno temu odłączony za nieopłacone rachunki, więc musiałem zapalić świecę! Po tych nerwach godzinę nie chciało mi śmigło odpalić i prawie godzinę nie mogłem skończyć! Gadałem z tą wariatką o różnych głupotach aż mi zachrapała...
     
#####################################

Monika i Piotrek są parą o kilkunastu miesięcy, wczoraj byli na kolejnej randce:
Monika do koleżanki:
Jestem  wkurzona: na moją propozycję pójścia do restauracji  Piotrek  powiedział, że jesteśmy ze sobą dostatecznie długo i możemy pójść do niego.  Po zjedzeniu przygotowanej przeze mnie kolacji zaciągnął mnie do łóżka. Zero gry wstępnej; w niecałe dwie minuty skończył, odwrócił się i zasnął!!! 
Piotrek do kolegi:
Było cudownie! Monika poszła ze mną na chatę, ugotowała kolację, pokochaliśmy się. Dzisiaj jestem szczęśliwy i wyspany! 

niebezpieczny diabeł

niebezpieczny diabeł [niedziela, 23 marca 2008] 

Środa. Wróciłem z pracy. Na klatce schodowej zdjąłem buty, a kurtkę powiesiłem na wieszaku. Zorientowałem się, że nikogo nie ma w domu. Wszedłem do kuchni, żeby naszykować sobie coś do jedzenia. Stanąłem przy zlewozmywaku, żeby wyjąć talerz ze zmywarki. W narożnej szafce uchyliły się drzwi i wyjrzała stamtąd głowa diabła. Wystraszyłem się nieco, zamknąłem zmywarkę i wycofałem pod okno. Wtedy usłyszałem ciężki zdecydowany głos rozkazujący: Podejdź no tu bliżej do szafki, otwórz szeroko i poczęstuj się galaretkami w czekoladzie! Weź sobie od razu kilka, żebyś nie musiał ciągle tu wracać!

- Pewnie – pomyślałem – wezmę od razu cztery, to wystarczy mi na pierwszy raz.

Poszedłem do pokoju i usiadłem przed włączonym komputerem. Zalogowałem się na http://xylonyt.blox.pl/ i usłyszałem dobiegający z kuchni ten sam głos diabełka: Jak tam, zjadłeś już? Chodź weź sobie jeszcze kilka galaretek! Faktycznie zjadłem już te cztery, które wziąłem na początku. Wstałem od komputera i zdecydowanym krokiem podszedłem pod szafkę ze słodyczami. Drzwiczki były otwarte, a przecież dokładnie pamiętam, że je zamykałem. Otworzyłem kartonik z galaretkami i wyjąłem sobie jedną. Z szafki wychyliła się poznana wcześniej postać i twardym głosem nakazała, bym wziął więcej: Weź co najmniej pięć!” Wystraszyłem się go i czym prędzej wziąłem nakazaną przez niego liczbę cukierków. Wróciłem do komputera i zacząłem edycję kolejnego wpisu na moim blogu. Nie minęło nawet pięć minut, a diabeł zażądał, abym ponownie przyszedł do kuchni: Przyjdź ponownie i weź sobie wszystkie galaretki! Prędko!” Podszedłem niezdecydowanym krokiem i mówię: Nie mogę zjeść wszystkich, bo oprócz mnie są jeszcze inni w tym domu!” Po krótkiej chwili diabeł wychylił swą straszną głowę i rozkazał: Natychmiast weź wszystkie i zjedz! Nie dziel się z nikim! Bardzo się go bałem, nie było już odwrotu. Włożyłem dłoń do pudełka i wyjąłem wszystkie galaretki zostawiając jedynie trzy, w razie gdyby ktoś z moich współdomowników miał na nią chęć i pośpiesznie udałem się do komputera w pokoju.

Następnego dnia, gdy zostałem w kuchni sam, drzwi szafki ponownie się otworzyły i usłyszałem ostry groźny rozkaz: Zjadaj natychmiast te trzy galaretki! Nie słyszałeś dobrze, jak Ci mówiłem wczoraj, co masz zrobić? Ręce zaczęły mi się pocić, po plecach przebiegł dreszcz a na całym ciele miałem gęsią skórę. Pokornie wyjąłem z pudełka ostatnie trzy galaretki i zjadłem, by demon dobrze to widział – żeby mi czasem nie zrobił coś złego. Tylko nie mów nikomu o mnie! Pamiętaj! – zabrzmiało przeraźliwie zza szafki i straszydło znikło. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Wahałem się, czy powiedzieć rodzinie, że go widziałem i że zjadłem galaretki. Nie wytrzymałem i opowiedziałem im o wszystkim – jakoś to zrozumieli. Czuję się jednak niebezpiecznie, co będzie, gdy tamten potwór się dowie, że się wygadałem?

środa, 22 stycznia 2020

gdzie jest śnieg?

Próżno wypatrywać śniegu tej zimy. Choć to oczywiste, że powinno go być wszędzie sporo, to jednak tak nie jest. Temperatury dodatnie, nawet dwucyfrowe. Gdzie te czasy, kiedy w styczniu - lutym organizowaliśmy operacje Talvi? Było kilka edycji. Pozostały wspomnienia:

 Sukcesem zakończyła się Xylonytowa Operacja TALVI Dwadzieścia & Dziesięć, która trwała na poligonie doświadczalnym 3M w okresie 12.02 - 21.02.2010. Jedyna porażka to odwilż, która zaskoczyła nas nagle w czasie wykonywania zadania specjalnego w czwartek, dnia 18 lutego 2010 roku. Szczegóły i fotoreportaż wkrótce. Muszę dokonać konwersji plików. [21-02-2010]





 

Gdy pisałem o przymiarce do TALVI 2012 nie miałem pojęcia o nadchodzącym wyżu kontynentalnym z dalekiej północy Rosji (stamtąd nigdy nie nadchodziło nic dobrego). Jest tak chłodno (nocą nawet -25°C), że plan operacji uległ zmianie. Przede wszystkim odwołaliśmy piątkowy wyjazd. Nie ma sensu ogrzewać dwa domy. Podkreślić trzeba, że ogrzewanie jest w obecnym czasie bardzo poważną sprawą. Palenie rozpoczynam(y) tuż przed 6:00, a kończę(ymy) chwilę po północy. Do rana i tak bardzo się ochładza. Tęgi mróz nadszedł do Polski we wtorek i jest już dzisiaj piątą dobę (jak u siebie). Pasowałoby, żeby już sobie poszedł - niech zmieni go jego mniejszy brat Mrozek (taki max. do -5°C). Do tego wszystkiego nie ma grama śniegu, więc ziemia zmrożona. Martwię się o borówki, czy czasem nie zginą przez te anomalia pogodowe. Najpierw w grudniu było nawet +15° - tak że zakwitły stokrotki i dookoła pojawiły się pąki, a teraz 40 stopni chłodniej i wszystko może trafić szlak. Oby nie! Mysz przeziębiona - wybuchło jej gardło. Jedzie na prochach: zinat, pyralgina, witamina C, krople Xylo... i psikacz do gardła. Trzy dni w gorączce. Chyba coś wirusowego, bo zbytnio nie odpuszcza i częściowo przeniosło się do zatok. Szczypior poszedł właśnie do apteki. Aspirin C Bayera zawsze pomagało - pamiętam czasy, gdy kupowało się ją za dolary w kosmicznej cenie. Skuteczność tych pastylek była jednak przeolbrzymia, co decydowało o zakupie. Dzisiaj też je będziemy używać, mając nadzieję na szybki powrót do zdrowia. Popołudniu raut z okazji urodzin Myszy. Prezenty i kwiaty (białe róże) były już wczoraj, bo Dziunia nie mogła już wytrzymać. Dziś rano jeszcze raz ucałowania i uściski. Wszystkiego najlepszego od całego A-Teamu. [05-02-2012]

wtorek, 14 stycznia 2020

KOCHAMY CHOCHLIKI


Nie śpią za dnia, nie śpią w nocy,
Są przebiegłe, znają triki,
Siedzą cicho, bez przemocy,
Bo to czujne są Chochliki.
W biurach, firmach, w komputerach
Usuwają cyfry, pliki,
Wszystkich bierze wnet cholera,
Bo to wredne są Chochliki.
Przy ubraniach, płaszczach, swetrach
Urywają wciąż guziki.
Choć nieśmiałe, mają pietra,
Bo to dziwne są Chochliki.
Rozrabiają też w sypialniach,
Wyłączając nam budziki.
Choć to życie nam spowalnia
Wciąż kochamy te Chochliki.

piątek, 10 stycznia 2020

nowy bojler

Nowy bojler 80 litrów zakupiony w środę został zamontowany wczoraj (09-01-2020) wysoko jak zwykle na ścianie klatki schodowej. Poprzedni (Bianka) wisiał tam 7 lat. Ostatnio zaczęła przepuszczać uszczelka i trochę kapał, aż w końcu kapał bardzo i przez kilkanaście ostatnich dni stała na schodach miseczka, w którą miarowo leciały kropelki wody. 
Prace rozpoczęte tuż po 17stej. 
Pierwsze zadanie: spuścić wodę ze starego bojlera i zdjąć go na podłogę. W tym celu odcinam dopływ wody na piętro i zamykam zawór zasilający; odkręcam korek 1/2 cala na spuście, wkręcam nypel i nakręcam przejściówkę po podłączenia węża ogrodowego, następnie zawór kulowy ustawiam w pozycji "otwórz". Niestety, nic się nie dzieje. Demontuję zawór kulowy na spuście. Nic się nie dzieje! Stwierdzam, że kamień blokuje przepływ wody. Montuję ponownie zawór kulowy na spuście (jest otwarty). Długim wkrętakiem przebijam osad z kamienia - powoli zaczyna wypływać woda. Podłączam wąż ogrodowy i woda spokojnie spływa na podwórko siłą grawitacji. Niby 60 litrów, a leci długo i ślamazarnie. W końcu bojler można zdjąć z zawieszenia. Zostaje w nim jeszcze sporo wody, co powoduje, że w momencie odwracania bojlera znaczna jej część wylewa się na klatkę schodową. Powstaje spora kałuża wody. Bojler zdjęty!
Drugie zadanie: powiesić nowy bojler. Ten jest większy - ma 80 litrów. Inny producent, inny sposób mocowania. Sprawdzam, czy stare mocowanie będzie się nadawać? Tak, nadaje się. To bardzo dobrze, bo unikam demontażu, wiercenia, przykręcania, itd.

Trzecie zadanie: podłączyć bojler do instalacji. Częściowo wykorzystuję stare podłączenie. Na spuście montuję nowy zawór kulowy 1/2. W przyszłości będzie można/trzeba ponownie spuścić wodę z bojlera. Montuję nowy zawór bezpieczeństwa, do podłączenia ciepłej wody daję nowy wężyk (stary zużyty i za krótki). Wszystko gotowe!
Uruchomienie!
Otwieram zawory odcinające dopływ wody na piętro, otwieram zawór zasilający. Bojler napełnia się, a bateria w kuchni syczy jak wielki wąż - musi z niej wyjść 80 litrów powietrza. Wtykam wtyczkę do gniazda 230V. Potem jeszcze tylko czyszczenie wszystkich perlatorów, bo się bardzo przytkały po puszczeniu wody. Po 4 godzinach (tuż po 21:00) można powiedzieć: "Udało się!" Bojler podłączony. 
Nie lubię tego określenia "udało się", bo jak mówił Marek z FSM: "udać to się może prostytutce trafić na kasiastego klienta, a fachowiec zawsze zrobi doskonale swoją robotę".
ps. Mnie nie ma, a to że mnie widzisz - wcale nie oznacza, że jestem.

O bojlerze wspominek

niedziela, 22 stycznia 2012
zdechł hydrofor
Niedawno pisałem o nieszczęściach, które uwielbiają łączyć się w pary, by móc bardziej pogrążyć ludzi, których dotyczą. Wtedy miałem na myśli samochody, które nagle doznały poważnych awarii. W piątek mieliśmy zdarzenie hydrauliczne: żywota swego wyrzekł się hydrofor, który w służbie Jaśnie Wielmożnego Pana Dadandela był od maja 2008 roku. Swym postanowieniem dołączył do bojlera, który tuż przed minionym Sylwestrem nagle przestał grzać wodę, a dodatkowo spowodował zwarcie i zanik prądu w całym Xylonytowie. Z jego wyczynku mógł się ucieszyć jedynie SygmaBank, bo musiałem aktywować kartę Praktikera, by kupić nowy taki sam bojler Bianca. Na marginesie tej akcji zastanawiam się, jak można dać imię Bianca bojlerowi? No widać można! Mam teraz dwa tygodnie na kupno nowego hydroforu. Najlepiej by było, żeby był taki sam. Wtedy nie musiałbym przebudowywać instalacji, a wszystkie rurki, złączki i kolanka pozostałyby niezmienione. Po prostu podłączę go w tym samym miejscu jak dotychczas. Życie bez wody nie jest proste. Pojechałem po wodę pitną do gospodarza we wsi, a do innych potrzeb nanosiłem wody z Pilicy. Niby wszystko zorganizowane i do wszystkiego woda była, ale te wanienki, baniaczki, konewki i kubeczki trochę działały mi na nerwy. To przelewanie, noszenie i kapanie powodowało błoto i mokre plamy. Najgorzej wypadło wiadro od mopa - no ani razu nie udało mi się spłukać sedesu, żeby nie rozlać wody na płytki.

środa, 8 stycznia 2020

Szybkie 600


Chcesz wnet nastrój swój poprawić
I wesoło się zabawić?
Zagraj z LOTTO - to przygoda,
Tylko dobre liczby podaj!
Szybkie 600 – rewelacja,
A gdy wygrasz jest owacja.
Dobry plan jest już usnuty:
Kasę masz co 4 minuty.

wtorek, 7 stycznia 2020

choinka Hanny Manny

Kupując choinkę na minione Święta dostaliśmy za dodatkową złotówkę małą choinkę w doniczce. Tak naprawdę to ścieśnione są razem dwa małe świerki. Hanczeska ucieszona. Razem z Myszą ubrała ją w bombki i gwiazdki, a ja wyniosłem przed dom na ganek, skąd witała nas przez ostatnie trzy tygodnie, gdy wracaliśmy do domu, przypominając o świątecznej porze. 
W ostatni weekend zabrałem sadzonkę na poligon p3M, gdzie wsadzona do głębokiego dołu  (wybrałem dwie taczki piachu) wypełnionego próchniczną ziemią będzie czekała na wiosnę, by się przyjąć i rozpocząć wzrost. Korzenie ma wprawdzie uszkodzone, ale jak ją będę podlewać, mam nadzieję, że się przyjmie i urośnie duża.

czwartek, 2 stycznia 2020

tylko 2942km.

Tylko 2942,32 km przejechałem w roku 2019, czyli nawet nie udało się zaliczyć 3000 kilometrów (choć plan był jeszcze o 1000 km. większy). Bardzo słabiutko! 188 razy jechałem anno domini 2019 do FSM, to daje ogólnie średnio 2481 kilometrów. Pozostałe kilometry to różne inne przejazdy, ale nie turystyczne. Turystycznie tylko 50,82 kilometrów. Trzy razy w tym okresie był flaczek. Kupiłem i założyłem nowe opony do Magnuma. W listopadzie 2019 kupiłem nowe oświetlenie tylne do rowerów, ale nie założyłem do dziś i jeżdżę na starych.

środa, 1 stycznia 2020

Zdrowia na cały 2020

W Sylwestra normalnie do pracy, bo to dzień czarny w kalendarzu. Z departamentu HR FSM przyszedł rozkaz, by o 14:00 wygasić w piecach. Tuż po 13stej zapytano mnie co ja jeszcze robię w fabryce? Nie trzeba do mnie dwa razy mówić - odrazu ogon pod siebie i fru do chaty. Trochę mnie rozbiera grypsko jakieś, na trasie do domu zmarzłem trochę, ale ratowano mnie late w wykonaniu Pani Szczypiorkowej i kruszonką z Barbarelli. 
Stary rok pożegnaliśmy gulaszem węgierskim w wykonaniu Myszy. Napaliłem w piecu i całym domu zrobiło się przyjemnie ciepło. Dyżurując na firmowym portalu do 24:00 uczestniczyłem w zabawie sylwestrowej transmitowanej przez TV z Zakopanego, Katowic i Warszawy. Imprezy słabe, przede wszystkim za sprawą niektórych występujących artystów, którzy już od dawna powinni siedzieć w ciepłych kapciach i opowiadać bajki wnukom!
O północy huk i błyski niezliczonej ilości odpalonych petard i rakiet. Było ładnie. Zastanawiam się nad kosztem tego pokazu. Wydaje mi się, że kupa kasy poszła w kosmos  (a ponoć Polacy nie mają pieniędzy?!). Może to następstwa 500+ ? 
Żeby się Lord, Sky i Bajka nie bali tych odpalanych rakiet zasłoniliśmy okna roletami, a telewizor zgłośniony, żeby się nie wystraszyli. Cóż to? Kilka minut po północy szukamy, gdzie są koty, czy czasem się nie boją, bo nigdzie ich nie ma. Patrzymy w kuchni, a obie kotki siedzą na parapecie i oglądają fajerwerki przez niezasłonięte okno.
Przytuliłem Mysz, złożyliśmy sobie życzenia - zdrowia, zdrowia i zdrowia.  Tego nam najbardziej potrzeba. Niechby nie było gorzej, a będzie dobrze.